|
Blog > Komentarze do wpisu
Mój mały drobiazg - Gigi Anders
Panująca epidemia grypy wyciągnęła już drugi raz w tym miesiącu swe macki w moim kierunku. Leżałam i cierpiałam, żałując, że nie jestem w stanie czytać. Na szczęście przypomniałam sobie o "Moim małym drobiazgu", który dostałam na Gwiazdkę. Jest to typowy przedstawiciel tzw. chick - lit, więc nawet w malignie nie miałam problemów z percepcją ;-) Polski tytuł w połączeniu z okładkowym opisem wprowadzają w błąd, sugerując, że pomimo zmieniających się okoliczności, stały jest tytułowy drobiazg. Jednak drobiazgi zmieniają się wraz z mężczyznami, na każdą z takich par autorka poświęciła jeden rozdział. Oryginalny tytuł ('Little Pink Raincoat: Life and Love in and Out of My Wardrobe') jest zdecydowanie bardziej adekwatny i szkoda, że tłumaczka miała problem z prostym przełożeniem na polski. Gigi Anders opisała w tej książce swoje prywatne doświadczenia. Może nie powinnam, ale przyznam się, że kiedy zobaczyłam jej zdjęcie, dosłownie spadłam z krzesła.
Skąd moja reakcja? Można się chyba dość łatwo domyślić, o czym traktuje ta książka. Mówiąc potocznie o ciuchach i facetach. Kiedy autorka opisuje swoje podboje na obu tych frontach, w głowie automatycznie maluje mi się obraz, drobniutkiej i malutkiej (jak sama o sobie pisze) piękności, fashion victim. I wybaczcie, ale patrząc na zdjęcie Gigi powyżej, w oryginalnym różowym płaszczyku od GAPA, którego szukała z pasją po całych Stanach, mam wrażenie, że widzę uroczego klowna. Sama biję się w tym miejscu w pierś za to, że myślę takimi schematami, ale to zdjęcie w zestawieniu z książką jest mistrzostwem absurdu. Poza nieprawdopodobną galerią męskich osobników, w tej książce znajdziecie sporo dobrego humoru. Moim numerem jeden jest skrót WWO - "wciąż oficjalnie wkurzona", zapożyczę go sobie do własnego słownika :-) Może nie bliskie, ale znajome wydają mi się nawyki żywieniowe bohaterki - cały tydzień na papierosach i kultowym TaBie, po to, by w weekend zaszaleć z wybrankiem w markowej restauracji, napychając się do granic możliwości, mając przy tym na sobie przezornie spódniczkę na gumce. Śmieszna, choć może przyprawiona szczyptą gorzkiej prawdy, jest wizja białej sukni, ślubnej oczywiście. Towarzyszy ona Gigi przy każdym mężczyźnie, z którym jest, a włącza się szczególnie natrętnie przy zakupie nowego elementu garderoby (jakoby dopiero czerwone balerinki, czy też wspomniany różowy płaszczyk miały w pełni uświadomić wybrankowi jego uczucia). Zbliżając się ku końcowi, bardzo ciekawiło mnie, czy będzie happy end. Klasycznego zakończenia, jakiego można by się spodziewać po tego typu książcie, nie ma. Jak zresztą doczytałam na stronie Gigi do dziś nie znalazła idealnego partnera. Zakończenie było w pewnym stopniu zaskakujące. Do autorki dotarło nareszcie, że wszystko (moda) przemija, a zostaje człowiek i to w tym aspekcie należy o siebie dbać. "Mój mały drobiazg" nie jest książką, którą musisz przeczytać, ale kiedy dopadnie Cię grypa albo chandra, ten drobiazg poprawi Ci humor.
Ocena: 4/6 środa, 04 lutego 2009, anaman
Komentarze
be.el
2009/02/09 20:49:59
Uśmiałam się czytając twoją recenzję- a mam właśnie grypę:)
|
|